Wbrew
powszechnie panującej opinii o higienie osobistej w dawnych wiekach,
średniowiecze nie było tak „brudne”, jak zwyklibyśmy uważać. Ludzie ówcześni
lubili się kąpać i czynili to często, mimo nauki Kościoła, który kąpiele uważał
za grzeszne folgowanie ciału. Duchowni zalecali powstrzymywanie się od ablucji,
jako wyraz ascezy. Dopiero w późniejszych wiekach, od XVI do XVIII, częste
mycie uznano za zbędne, a nawet szkodliwe dla zdrowia. Wobec trudności z
dostępem do wody w miastach, chętnie korzystano z publicznych łaźni.
Przyjrzyjmy się zatem funkcjonowaniem łaźni w dawnym Poznaniu.
 |
| Źródło: Wikimedia. |
U Słowian we
wczesnym średniowieczu, dominowały łaźnie parowe, w których para powstawała
przez polanie wodą rozgrzanych kamieni. W kronice Galla Anonima znajdujemy
informację, że Bolesław Chrobry często brał tego typu kąpiele. Zapewne łaźnia
parowa znajdowała się w ówczesnym Poznaniu na Ostrowie Tumskim. W średniowieczu
istniała swoista dwoistość w podejściu do spraw higieny. Kościół propagował
umartwianie ciała i brak higieny. Książę Przemysł I nie kąpał się przez cztery
lata, aby w ten sposób wyrazić swą wiarę i skruchę za popełnione grzechy.
Święci, których życia przedstawiano w tzw. żywotach
świętych również przez wiele lat powstrzymywali się od kąpieli, co
traktowano jako godny naśladowania przykład pogardy dla ciała w imię zbawienia
duszy. Lekarze natomiast zalecali zimne i gorące kąpiele, uważając, że
zapobiegają one wielu chorobom. Łaźnie traktowano trochę jak szpitale i uważano
za instytucje pomagające utrzymać zdrowie mieszkańców miast. Cechy nakazywały
wręcz swoim członkom korzystanie ze łaźni miejskich, pod karą pieniężną.
Zarówno mistrzowie jak i czeladnicy zmuszeni byli brać kąpiele w łaźniach nie
rzadziej, niż raz na dwa tygodnie. Z tego obowiązku zwolnieni byli tylko ci,
którym zdrowie na to nie pozwalało. Kąpiele miały odbywać się w godzinach
pracy. Przed świętami kościelnymi z kasy miejskiej płacono za kąpiele
wszystkich urzędników miejskich, od burmistrza, po strażników. Dzięki temu,
nastąpił rozwój łaziebnictwa a także poprawił się stan zdrowia przeciętnego
obywatela miasta.
 |
| Źródło: Wikimedia. |
Łaźnie były
niezwykle ważnymi instytucjami w każdym mieście. Były one nie tylko miejscem,
gdzie brano kąpiele, ale także można było się ogolić, przystrzyc włosy,
poradzić się lekarza, zjeść coś, wypić, a także... skorzystać z usług
prostytutek, choć było to teoretycznie zabronione. Stąd też wielu duchownych
postrzegało łaźnie publiczne jako miejsce rozpusty. Funkcjonowanie łaźni
wymagało sporej ilości wody, dlatego były one budowane w pobliżu cieków wodnych
lub studni. Czasami budowano kanały doprowadzające wodę z rzek: Warty, Bogdanki
i Cybiny, albo z fosy. Łaźnia składała się z dwóch izb, oddzielnych dla kobiet
i mężczyzn. Najważniejszym elementem łaźni był piec, na którym ogrzewano kamienie,
które następnie polewano wodą, aby uzyskać parę. Korzystający z tego typu
kąpieli, chłostali się rózgami brzozowymi, a później polewali zimną wodą. Od
XVI wieku łaźnie parowe były stopniowo wypierane przez wanny, początkowo
drewniane lub kamienne, a później miedziane. Do wanien wodę doprowadzano za
pomocą rynien i rur, a wodę ciepłą grzano w kotłach. Łaźnie był otwarte we
wszystkie dni tygodnia, z wyjątkiem niedziel i świąt. Klienci przychodzili z
własnymi ręcznikami i prześcieradłami, a kobiety z koszulą łaziebną i czepcem.
Z czasem budynki
łaźni rozbudowywały się. Oprócz pomieszczeń służących kąpielom, budowano też
izby, w których odpoczywano po kąpieli, a także dokonywano innych zabiegów
higienicznych i leczniczych, jak: stawianie baniek, wyrywanie zębów,
nastawianie złamanych kości, puszczanie krwi, itp. Czynności te wykonywali
łaziebnicy bądź cyrulicy. Wraz z rozwojem miasta i zwiększaniem się liczby jego
mieszkańców, rosła liczba łaźni. W Poznaniu istniało ich kilkanaście, m. in.:
przy ulicy Woźnej, na Piaskach, na Chwaliszewie, na Ostrówku i Ostrowie
Tumskim, na zamku królewskim, na Czapnikach za bramą Wrocławską, na Rybakach,
przy szpitalach: św. Ducha, św. Łazarza i św. Krzyża. Starano się także
zapewnić możliwość korzystania z łaźni dla ubogich, chorych i uczniów, stąd
liczne fundacje na rzecz tych grup społecznych. W niektórych łaźniach ubodzy
mogli za darmo wykąpać się i ogolić w określone dni tygodnia, przed południem.
Łaźnią zarządzał
profesjonalny łaziebnik. Miasto lub kapituła wynajmowała mu łaźnię za z góry
ustaloną, roczną opłatą. Łaziebnik wynajmował ludzi do pomocy, którzy na
codzień masowali, szorowali, myli, wycierali i bili rózgami klientów.
Dostarczali też wodę. Wszelkie remonty i naprawy łaźni, oraz sprzętów
potrzebnych do mycia odbywały się na koszt miasta. Prowadzenie łaźni było
zajęciem bardzo dochodowym. Wpływał na to wymóg częstych kąpieli i wzrost
zamożności obywateli Poznania w XV wieku. Nic więc dziwnego, że łaziebnicy
należeli do najzamożniejszej grupy społecznej w mieście. Niestety, wraz z
bogactwem nie szedł w parze prestiż tego zawodu. Łaziebnicy nie byli
dopuszczani do żadnych eksponowanych urzędów w mieście, a ich synów niektóre
cechy nie dopuszczały do nauki zawodu. Profesja łaziebników należała do zawodów
uważanych za „nieczyste”, podobnie jak np. chirurdzy, czy kaci, stąd poza
dochodem, zawód ten nie przynosił chwały.
 |
| Źródło: Wikimedia. |
Kres świetności
łaźniom publicznym położył okres renesansu. Zadziwiające, że choć w tym czasie
propagowano kult zdrowego ciała, to nie szło to w parze z szacunkiem dla
higieny osobistej. Lekarze kwestionowali dobroczynny wpływ kąpieli na zdrowie.
Niektórzy uważali wręcz, że częste kąpiele po prostu szkodzą. Ciekawe, czy
wówczas powstało słynne powiedzenia: „częste mycie skraca życie”? Pogląd ten
utrzymał się niestety aż do XIX wieku. W okresie nowożytnym, zamiast częstych
kąpieli, preferowano częste zmiany odzieży, a przykry zapach maskowano
perfumami. Cechy stopniowo wycofywały się z restrykcyjnych przepisów
odnoszących się do czystości, a liczba łaźni miejskich gwałtownie zmalała. W
pierwszej połowie XVII wieku było w Poznaniu 8 łaźni publicznych, ale w drugiej
połowie już tylko 3, a
w XVIII wieku ostała się zaledwie...
jedna. Nie lepiej było w innych miastach europejskich. W pierwszej połowie XVII
wieku w liczącym 500 tys. mieszkańców Paryżu funkcjonowały zaledwie 2 łaźnie!
Odwrót od średniowiecznej czystości widoczny był w stopniowym ubożeniu się
łaziebników. Pod koniec XVI wieku pojawiło się nawet powiedzenia „ubogi jak łaziebnik”.
Zanik łaźni przyczynił się do niewątpliwie do pogorszenia stanu higieny
osobistej, zwłaszcza wśród ubogiej części społeczeństwa. Ciekawostką jest fakt,
że ustanowione w 1725 roku w Wielkiej Brytanii przez króla Jerzego I, wysokie
odznaczenie wojskowe, nazywano Orderem Łaźni. Nazwa odnosiła się do
konieczności udania się do łaźni przed przyjęciem tego orderu. Skoro w ten
sposób angielski monarcha musiał motywować swoich podwładnych do kąpieli, nie
świadczyło najlepiej o stanie higieny osobistej w Europie tamtych czasów.
 |
| Źródło: Wikimedia. |
Dopiero w XIX
wieku stopniowo odkrywano na nowo dobroczynne skutki częstych kąpieli. Nie od
razu jednak przekonano się do nich. Honoré de Balzac ponoć panicznie bał się
kąpieli, przekonany o tym, że szkodzi ona na ścięgna. W Poznaniu dopiero od
połowy XIX wieku zaczęto w budować łazienki w domach. Powróciły też do łask
łaźnie publiczne, wyposażone w natryski lub wanny. W 1866 roku w Poznaniu były
trzy łaźnie publiczne, a w 1910 roku było już ich pięć. Przypomnijmy jednak, że
w średniowieczu było w stolicy Wielkopolski o wiele więcej łaźni, a przecież
miasto było znacznie mniejsze i miało mniej mieszkańców, niż w drugiej połowie
XIX wieku. Trudno więc uważać średniowiecze za okres ciemnoty, zabobonu i
alergii na czystą wodę.
Źródło:
A. Kaniecki, Poznań. Dzieje miasta wodą pisane, Poznań 2004. |
Dzięki
Łaźnie publiczne jeszcze do niedawna istniały, a są miasta, w których jeszcze istnieją, choć dziś już praktycznie w każdym domu są łazienki, więc siłą rzeczy publiczne łaźnie przechodzą do historii. A co do tej łaźni na Słowackiego, to poszukam w materiałach i dowiem się czegoś o obecnym przeznaczeniu budynku. Pozdrawiam
To prawda, dobrze, że przynajmniej można wtedy stanąć przy otwartym oknie